Góry Przeklęte. Którędy na Jezercë? – ciąg dalszy

Jesteśmy na szlaku. Początkowo idziemy wiejskimi i polnymi drogami, momentami wzdłuż potoku. Dookoła rozciąga się albańska wioska. Widać tu zarówno ludzi pracujących w tradycyjny sposób na roli, jak i rozwój wsi w kierunku turystycznym – powstają nowe hotele, kempingi, bary. Ciekawe jak to miejsce będzie wyglądało za 20 lat…

DSC_5879 (1024x683)

Przeczytaj pierwszą część: Góry Przeklęte. Którędy na Jezercë?

Zostawiamy wioskę za sobą. Co jakiś czas mijamy charakterystyczne dla Albanii bunkry. To pamiątki po rządach I sekretarza Albańskiej Partii Pracy Envera Hodży, który był obsesyjnie przerażony perspektywą inwazji sił radzieckich. W latach 60. ubiegłego wieku powstało na terenie kraju tyle bunkrów, że jeden przypadał na czterech obywateli.

Jest gorąco, a szlak niestety tylko czasami prowadzi pod koronami drzew. Idziemy cały czas lekko pod górę, głównie skrajem lasu, po piachu i kamieniach. Zatrzymujemy się przy źródełku z wodą, żeby napełnić puste butelki i coś przekąsić. Musimy często robić przerwy, bo upał nie ma dla nas litości. Daleko przed sobą widzimy przełęcz, od tej pory to nasz punkt odniesienia. Idąc dalej, będziemy kierować się w jego stronę.

Droga robi się coraz bardziej stroma. Około 14.00 docieramy do Qafa e Pejës, czyli przełęczy, którą widzieliśmy z dołu. Do tej pory szlak był dobrze oznakowany i nie było problemu ze znalezieniem drogi. Stąd nie wiemy gdzie iść. Żałujemy, że nie udało nam się zdobyć mapy.

Na niebie zebrały się chmury i zaczęło kropić. Szukamy jakiegoś miejsca, żeby zjeść obiad i schronić się przed deszczem. W ostatniej chwili udaje nam się znaleźć niski okap, pod którym szybko przygotowujemy liofilizaty i czekamy aż przestanie padać. Jednak wcale nie zapowiada się na poprawę pogody. Wiemy, że z dzisiejszego wędrowania po górach nic już nie będzie. Wykorzystujemy krótką chwilę, kiedy nie pada i rozbijamy namiot. Jesteśmy na wysokości 1700 m n.p.m., zupełnie sami, otoczeni górskimi szczytami. Na niebie kłębią się czarne chmury. O 18.00 wchodzimy do namiotu. Wyjdziemy z niego dopiero następnego dnia. Deszcz powrócił ze zdwojoną siłą. Niestety, tropik i podłoga nie wytrzymały i przez pół nocy walczymy z powodzią. Po jakimś czasie jesteśmy już obojętni na wilgoć. Idziemy spać w mokrych śpiworach. Ważne, że reszta rzeczy jest sucha. Jutro czeka nas ciężki dzień. Musimy się wyspać.

Pobudka o 3.00 w nocy. Jest jeszcze ciemno i zimno. Nie wiemy, w którą stronę należy się kierować. Idziemy „na czuja”.  Początkowo ruszamy na prawo od krzyża na Qafa e Pejës. Jednak szybko się gubimy. Przed nami wyłania się głęboka dolina, którą staramy się obejść. Jeszcze bardziej zdziwiła nas stojąca na jej dnie chatka i pasąca się wokół trzoda owiec. Gdyby nie ujadające psy, nie zauważylibyśmy tego małego gospodarstwa.  Decydujemy się wejść na otaczającą dolinę grań. Powoli tracimy nadzieję, że znajdziemy dobrą drogę. Idziemy piarżystym żlebem. Kamienie usuwają nam się spod nóg. Psy cały czas szczekają. Robi się coraz bardziej stromo.  Często chwytamy się kęp trawy, żeby się nie osunąć. W pewnym momencie patrzymy przed siebie i widzimy prawie pionową ścianę. Na szczęście to już ostatni krótki odcinek. Bezpieczniej jest się wspiąć, niż schodzić tą samą drogą. Kiedy jesteśmy na szczycie, oddychamy z ulgą. Ze smutkiem rezygnujemy ze zdobywania Jezercë.  Ale widoki nam to rekompensują. Słońce zaczyna wschodzić. Wierzchołki gór zaczynają przybierać odcienie różu i czerwieni. Nie mamy pojęcia, gdzie jesteśmy. Jemy drugie śniadanie i zastanawiamy się jak stąd zejdziemy. Na pewno nie tą samą drogą, co wchodziliśmy. Z drugiej strony stok jest łagodniejszy.

Schodzimy. Tym razem bez problemu. Za chwilę jesteśmy już pod naszym namiotem. Słońce zaczęło mocno świecić, więc zaczynamy „pospolite suszenie”. Nagle pojawia się dwóch turystów w trampkach i z reklamówkami i pytają nas o drogę na Jezercë. Też nie mają mapy. Opowiadamy im naszą historię i życzymy powodzenia.

Dalej schodzimy już tą samą drogą, którą wchodziliśmy. Wracamy do Theth. Przypominamy sobie jak daleko stoi nasza Honda… Po drodze spotykamy turystkę z Francji. Po krótkiej rozmowie z nami stwierdziła, że „tylko Czesi i Polacy chodzą po nieoznakowanych szlakach” i pokazuje nam mapę. Nic dziwnego, że nie udało nam się odnaleźć szlaku na Jezercë, skoro nie był nawet zaznaczony na mapie.

Odpuszczamy sobie chodzenie na skróty i do Theth wracamy tak jak prowadzi szlak. Jak się później okaże, nadrabiamy sporo kilometrów!  Z Theth do naszego auta mamy zamiar wrócić busem, ale kierowca życzy sobie za podwózkę 70 euro. Podziękowaliśmy i idziemy pieszo. Na szczęście znowu możemy liczyć na uprzejmość Albańczyków, którzy podwożą nas do samochodu.

Na miejsce docieramy zmęczeni i mokrzy, bo po drodze złapała nas jeszcze raz ulewa. Ale szczęśliwi, że udało nam się przetrwać w Górach Przeklętych! Okazuje się, że całkowicie zasługują na swoją nazwę. Rano kuszą widokami i piękną pogodą, aby po południu zesłać na turystów deszcz i pioruny. Podczas naszego pobytu, każdego dnia po 14.00 pogoda psuła się bez nadziei na poprawę. Do tego skały są miękkie i kruche. Nie można im ufać i być pewnym, czy nie urwą się pod dłonią. Mimo to zdecydowanie warto tu przyjechać. Góry są piękne, potężne i dzikie. Jeżeli ktoś szuka wyciszenia i możliwości obcowania z przyrodą z dala od cywilizacji, to jest to idealne miejsce. Jednak, jak wynika z naszego własnego doświadczenia, nie można ich lekceważyć.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Góry Przeklęte. Którędy na Jezercë? – ciąg dalszy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s