Góry Przeklęte. Którędy na Jezercë?

Albania jest przystankiem na trasie naszej trzytygodniowej wyprawy po południowej Europie. Jadąc  tu, nie mieliśmy żadnego konkretnego planu. Tak na dobrą sprawę, to nawet do końca nie wiedzieliśmy, czy uda nam się tu dojechać. Decyzję o wyjściu w góry podejmujemy spontanicznie na plaży w pobliżu Durrës. Pakujemy się i ruszamy w stronę Parku Narodowego Thethit, zahaczając po drodze o Krujë.

DSC_5750 (1024x683)

Nasza wiedza na temat Gór Przeklętych jest niewielka, wiemy tyle, ile przeczytaliśmy w paru przewodnikach. Między innymi to, że w góry najlepiej ruszać z Theth – miejscowości, w której czas jakby się zatrzymał, i do której podobno nie da się dojechać zwykłą osobówką. Wiemy też, że najwyższy szczyt Gór Przeklętych to Jezercë (2694 m n.p.m.). Na szczęście, jak się później okazało, mogliśmy liczyć na pomoc niezwykle uprzejmych Albańczyków.

W Krujë dowiadujemy się, że miejscowością położoną najbliżej Theth jest Bogë. Miejscowi oferują stamtąd transport do Theth za 50 euro. Kursują też mikrobusy, ale tylko rano.  Tego dnia już nikt nas nie zawiezie. Musimy sobie radzić sami.

Późnym popołudniem dojeżdżamy do Bogë. Jest tutaj jeden sklepik i skromna baza noclegowo-gastronomiczna, czyli typowe dla Albanii cafe bary i kempingi. Decydujemy się dojechać asfaltem jak najdalej się da, przenocować pod namiotem, a następnego dnia z samego rana ruszyć pieszo do Theth.

Jest już ciemno. Droga wije się długimi serpentynami. Ponad szczytami błyskające pioruny rozświetlają kłębiące się czarne chmury. Góry na tym tle wyglądają naprawdę mrocznie. Temperatura w 30 min z ok. 37˚ spadła do 17˚C. Dojeżdżamy do miejsca, w którym możemy się zatrzymać i rozbić namiot. Tutaj nocujemy.

O 7.00 rano ruszamy. Góry zupełnie nie przypominają mrocznego obrazu, jaki towarzyszył nam zeszłej nocy. Dziś niebo jest bezchmurne. Nie wiemy kiedy wrócimy do auta, więc zabieramy ze sobą namiot i dużo jedzenia. Idziemy. Przed nami 17 km do Theth.

Kilkadziesiąt metrów od miejsca, w którym spędziliśmy noc, ku naszemu zdziwieniu widzimy małą restaurację, z której już o tak wczesnej porze dolatują cudowne zapachy. Nieco dalej jest też parking. Na horyzoncie majaczy nam jakieś miasteczko. To pewnie Theth. Perspektywa 17-kilometrowej wędrówki trochę nas przeraża. Przede wszystkim stracimy dużo czasu. Jednak już po około godzinie naszego marszu zatrzymuje się koło nas mikrobus. Wesoły kierowca proponuje nam podwózkę – money no problema – słyszymy. Auto jest porządnie zapełnione, ale udaje nam się zmieścić. Pasażerowie pomagają nam wsiąść do środka i starają się znaleźć dla nas miejsce do siedzenia. Udało się, jedziemy!

W busie jest gwarno, kłębi się dym z papierosów, ludzie uśmiechają się do nas serdecznie, a kierowca próbuje zagadać, choć przy jego nieznajomości angielskiego nie jest to takie łatwe. Samochód wije się po serpentynach, skacze na dołach i kamieniach. Trzeba się mocno trzymać, żeby nie wyrżnąć w coś głową.

W końcu auto się zatrzymuje. Kierowca informuje nas, że jesteśmy w centrum. Ogranicza się ono do jednego baru ulokowanego w prywatnym domu. Według tego, co przeczytaliśmy w przewodnikach, powinna tu być informacja turystyczna. Co prawda mijaliśmy po drodze jedną zieloną budę z napisem „TURIST INFORMATION FREE WIFI”, ale nie wyglądało to na funkcjonujący punkt. Możemy więc liczyć tylko na pomoc miejscowych. Od nich od razu dowiadujemy się, że „mapa problema”… Hej przygodo!

Rozglądając się po miasteczku, trafiamy na szyld „BAR – KAFE – RESTORANT – KAMPING”. Wchodzimy z nadzieję, że może tutaj uda nam się coś zjeść i czegoś dowiedzieć. Jednak właściciela nie ma, pracownicy nie mówią po angielsku, a asortyment baru każe nam zadowolić się ciastkami popitymi fantą. Jak się później dowiedzieliśmy, konkretniejsze jedzenie przygotowują tu tylko dla większych grup, które wcześniej zapowiedziały swój przyjazd, bo w innym przypadku im się to nie opłaca. Udaje nam się tylko dowiedzieć, który szczyt to Jezercë i mniej więcej jak tam dotrzeć.

Próbując trafić na szlak, błądzimy po wiejskich drogach i podwórkach. Każdy się do nas uśmiecha i nas pozdrawia. Czasami próbuje zagadać. W końcu starsza gospodyni każe nam iść za sobą i prowadzi na skróty przez pola. Dzięki jej pomocy trafiamy na odpowiednią drogę. Albańskie „dziękuję”, czyli „faleminderit” przydaje nam się wiele razy.

Przeczytaj drugą część: Góry Przeklęte. Którędy na Jezercë? – ciąg dalszy

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Góry Przeklęte. Którędy na Jezercë?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s