Triglav, dzień 2 – zdobywamy szczyt

Velo polje – Vodnikov dom  Konsjki preval  Dom Planika  Mali Triglav (2725 m n.p.m.)  Triglav (2864 m n.p.m.)

Ze schroniska ruszyliśmy ok. 4.45. Chcieliśmy być na szczycie zanim na szlaku zrobi się tłoczno. Dzień wcześniej rozmawialiśmy ze Słoweńcami, którzy kilkakrotnie byli już na Triglavie i poradzili nam, którędy iść najlepiej. Jako że nie mieliśmy pojęcia o tym, co może nas spotkać po drodze, skorzystaliśmy z ich rad i zdecydowaliśmy się iść przez Konjski preval, a następnie Dom Planika i Mali Triglav.

Niebo jest jeszcze gwiaździste. Zapowiada się piękna pogoda. Idziemy z czołówkami na głowach. Już parę metrów od schroniska pojawiają się pierwsze sztuczne ułatwienia. Moim zdaniem są niepotrzebne. Trasa jest łatwa i łagodna. Ścieżka jest wystarczająco szeroka, pokryta na zmianę trawą i kamieniami, a stok niezbyt stromy.

Słońce powoli wschodzi i rozjaśnia nam malownicze widoki. Robi się coraz cieplej. Gasimy latarki i zdejmujemy kurtki. Na przełęczy Konjski preval robimy przerwę na śniadanie. Widzimy stąd, że od teraz już nie będzie tak lekko. Po chwili ruszamy dalej. Idziemy pod górę po kamienistej ścieżce. Nieopodal nas przebiega stadko kozic. Wraz ze wzrostem wysokości, zaczyna wiać coraz silniejszy wiatr.

Nagle naszą uwagę przykuwa lecący helikopter. Pierwsza myśl – akcja ratunkowa. Jednak szybko orientujemy się, że w ten sposób zaopatrywane są tutejsze schroniska. Niedługo potem docieramy do jednego z nich, Domu Planika (2401 m n.p.m.). Tutaj robimy przerwę. Podziwiamy widoki. Świeci ostre słońce, a doliny przykryte są grubą warstwą chmur. Nie siedzimy jednak długo, ponieważ bardzo dokucza nam silny wiatr.

Dalsze podejście robi się coraz bardziej strome. Idziemy po piargach. Na Mali Triglav wspinamy się po łańcuchach. Wchodzimy na grzbiet, ekspozycja zaczyna robić swoje. Na szczycie Małego Triglavu (2725 m n.p.m.) zatrzymujemy się na chwilę. Zakładamy lonże, ponieważ we wszystkich przewodnikach czytaliśmy, że wejście na szczyt Triglavu jest trudne. Jak się później okazało, wejście może być niebezpieczne, ale raczej dla kogoś, kto nie był nigdy w wysokich górach. Ktoś, kto miał już styczność z ekspozycją, nie powinien mieć trudności z wejściem na wierzchołek.

Około 9.00 jesteśmy na szczycie (2864 m n.p.m.). Nie ma jeszcze zbyt wielu turystów. Widok jest niesamowity – potęga Alp Julijskich wyłaniająca się z obłoków chmur. Każde z nas znajduje swój kawałek skały i wpatruje się w ogromną przestrzeń. Dopiero, kiedy marzniemy od wiatru, chowamy się w schronie, który w istocie jest czymś w rodzaju metalowej beczki.

Robimy kilka zdjęć i przed 10.00 zaczynamy zejście. Na szlaku jest już dużo osób i trzeba się mijać na linach, w które wpięte są lonże. Przed nami długa droga. Schodzimy tą samą trasą, którą wchodziliśmy dziś i wczoraj. Jest gorąco. Mamy nadzieję, że chociaż wracając, zobaczymy to, co poprzedniego dnia zakryła nam mgła. Niestety dzisiaj nie jest dużo lepiej. Widoczność ograniczają chmury. Ok. 16.00 jesteśmy w Rudno Polje.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s