Kozi Wierch w warunkach zimowych

Palenica Białczańska z Wodogrzmoty Mickiewicza   Schronisko w Dolinie Pięciu Stawów   Kozi Wierch (2291 m n.p.m.)     Schronisko w Dolinie Pięciu Stawów

Kozi Wierch
Kozi Wierch

Zdobycie Koziego Wierchu to był cel na tę zimę. Niestety, kiedy wybraliśmy się w Tatry na początku styczna, pogoda była taka, że powyżej schronisk nie dało się wyjść. Potem długo nie mogliśmy się wybrać w Tatry. Udało się dopiero pod koniec kwietnia. Choć w Dolinie Chochołowskiej kwitły już krokusy, to na szczytach zalegało jeszcze dużo śniegu.

Z Palenicy Białczańskiej ruszamy po ósmej. Do Wodogrzmotów Mickiewicza, idąc asfaltową drogą, docieramy bardzo szybko. Stąd musimy iść dalej zielonym szlakiem prowadzącym przez Dolinę Roztoki do Doliny Pięciu Stawów Polskich. Na samym początku szlak jest mocno oblodzony, więc od razu zakładamy raki. Czym wyżej wchodzimy, tym lodu jest mniej, a śniegu coraz więcej.

W końcu docieramy do miejsca, gdzie zaczyna się stromizna zimowego obejścia do schroniska w Dolinie Pięciu Stawów. Choć jesteśmy w Tatrach tydzień przed majówką, letni szlak jest jeszcze ośnieżony i nieprzedeptany. Pokonanie stromego zbocza w głębokim śniegu zajmuje nam sporo czasu. Co chwilę patrzymy na zegarki, przed nami przecież jeszcze podobne, ale o wiele dłuższe wejście na Kozi Wierch.

W schroniskowej jadalni, na półkach nad oknami, zostawiamy duże, spakowane na trzy dni plecaki. Wychodzimy na lekko tylko z małymi. Pogoda jest dobra, niebo lekko zachmurzone, z dużymi przejaśnieniami. Mijamy zamarznięte stawy i dochodzimy do miejsca, gdzie odbija czarny szlak na szczyt Koziego Wierchu. Ponieważ nie widzimy z tego miejsca żadnych śladów prowadzących na szczyt, przyglądamy się ścianie i próbujemy odgadnąć, którędy będzie szło się najbezpieczniej.

Decydujemy się iść lewą stroną Szerokiego Żlebu. Mozolnie, ale dość sprawnie pniemy się po zleżałym, mokrym śniegu. Po prawej stronie widzimy cały czas grudy śniegu, które obsunęły się jakiś czas temu. Mniej więcej w połowie drogi dochodzimy do niepokrytych śniegiem skał. Wchodzimy w nie i wspinamy się po nich tak, jak biegnie letni szlak na szczyt. Wyżej skały są przysypane śniegiem, więc odbijamy w prawo i dalej idziemy krawędzią żlebu, jak najbliżej skał, bo zbocze jest tutaj bardzo strome, a śnieg sypki. Jesteśmy dokładnie pod szczytem, ale żeby na niego wejść, powinniśmy przejść przez żleb w prawo i wyjść najpierw na przełączkę pod Kozim Wierchem. Jednak sypki, obsuwający się śnieg sprawia, że uznajemy przecięcie żlebu za zbyt ryzykowne. Wspinamy się dalej wzdłuż skał.

Mieliśmy rację. Po chwili dochodzimy do miejsca, gdzie śnieg jest bardzo słabo związany z podłożem. Ledwo znajdujemy podparcie pod nogami. Dość niebezpiecznie robi się, kiedy dochodzimy do wystających ze zbocza nieośnieżonych skał. Moja towarzyszka wchodzi na nie, a śnieg, na którym przed chwilą stała, zjeżdża w dół. Na szczęście nie szedłem bezpośrednio pod nią, tylko trochę z lewej. Dochodzę do skały i dzięki czekanowi udaje mi się na nią wejść. Pode mną też osuwa się śnieg. Stoimy obydwoje uczepieni skały, a pod nami strome zbocze. Nie możemy dać kroku wstecz, bo śnieg wyjechał. Do góry też nie, bo skała nie pozwala. Wisimy tak z pięć minut i zastanawiamy się co dalej. Aż w końcu widzę, że z prawej strony spod śniegu przebija się trawa. Okazuje się, że jest tam pod śniegiem kawałek ziemi, w który daje się wbić raki i dzięki temu pokonać skalną barierę.

Dochodzimy do miejsca, w którym można się bezpiecznie zatrzymać i łapiemy oddech. Ponad nami widać szczyt, ale mamy do pokonania jeszcze około dwustu metrów nieznanego śnieżnego terenu. Ruszam powoli. Tutaj śnieg jest lekko zmrożony i dobrze związany. Widzę przed sobą nieciekawie wyglądający nawis, więc staram się iść jak najdalej od niego. Po minięciu go zostaje mi ostatnie strome podejście prosto do góry. Śnieg trzyma dobrze i pozwala mi wyjść na kamienisty szczyt. Po chwili dołącza do mnie moja towarzyszka. Kozi Wierch zdobyty.

Zostaje nam jeszcze zejście. Nie cofamy się na naszą dość niebezpieczną na ostatnim odcinku drogę, tylko kierujemy się, idąc po grani, w stronę przełączki pod Kozim Wierchem. Stąd doskonale widać, którędy najbezpieczniej jest schodzić. Idziemy zboczem na prawo od Szerokiego Żlebu (patrząc od strony doliny). Jest stromo, a mokry śnieg bardzo grząski, ale schodzi się bardzo dobrze i szybko. Podejście tędy byłoby na pewno bezpieczniejsze, ale o wiele bardziej męczące. Po siedmiu godzinach od wyruszenia z Palenicy Białczańskiej dochodzimy do schroniska w Dolinie Pięciu Stawów. Kiedy byliśmy tu rano, powiedziano nam, że nie ma już wolnych miejsc, więc byliśmy przygotowani na nocleg na glebie. Wieczorem okazało się jednak, że miejsca jeszcze są. Suszymy przemoczone od śniegu buty i spodnie i siedzimy przy piwie do wieczora. Zaczyna się weekend, więc w schronisku robi się gwarno.

Trasa Palenica Białczańska ↔ Schronisko PTTK w Dolinie Pięciu Stawów Polskich w serwisie mapa-turystyczna.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s