Przez Horne Diery na Wielki Rozsutec

Jesiennie i zimowo w Małej Fatrze dzień I

Pierwszy dzień zapowiada się niezbyt dobrze. W górnych partiach gór zalega śnieg, który spadł kilka dni wcześniej. Niebo jest zachmurzone, tylko momentami się przejaśnia. Do tego jest dość wietrznie i zimno. Przed 10.00 wychodzimy z naszej chaty i podjeżdżamy samochodami do Štefanowej. Na parkingu zaczynamy wędrówkę żółtym szlakiem w stronę Hornych Dier. Dość szybko dochodzimy do polany Podžiar, na której znajduje się skrzyżowanie szlaków oraz mały bufet, działający sezonowo (w październiku już nieczynny).

Z polany, idąc niebieskim szlakiem, wchodzimy w głęboki wąwóz Hornych Dier. Od tej pory aż do wylotu głębokiej doliny będzie nam towarzyszył głośny szum wody. Szlak wiedzie wzdłuż Dierovego potoku, między wysokimi skalnymi ścianami, a czasem po samym korycie potoku, które przechodzi się po metalowych kładkach. Co chwila trzeba wspinać się po drabinkach, aby pokonać progi wodospadów. Pod nogami bryzga uderzająca o skały woda. Niemal cały czas pniemy się w górę. Dolina stopniowo się rozszerza, szlak biegnie przez bukowy las, aż doprowadza nas na Sedlo Medzirozsutce, czyli przełęcz między Małym i Wielkim Rozsutcem.

Na przełęczy robimy sobie przerwę. Chociaż schowaliśmy się za skałą, silny wiatr i przejmujący chłód sprawiają, że po chwili wstajemy i dzielimy się na dwie grupy. Przenikliwe zimno, jakie panuje na przełęczy, powoduje, że część ekipy ma dość wędrówki. Decydują się jednak wejść jeszcze na Mały Rozsutec. My natomiast ruszamy czerwonym szlakiem na Wielki Rozsutec.

Kiedy tylko wchodzimy w las i zaczynamy podejście, robi się dużo cieplej. Nie czuć tu wiatru, a temperatura jest zdecydowanie wyższa niż na przełęczy. Ale pojawia się tu śnieg. Najpierw leżą tylko płaty, ale czym wyżej się wznosimy, tym jest go coraz więcej. Szczyt Rozsutca to ostry wapienny wierzchołek, dlatego powyżej lasu zaczyna się strome podejście po kamieniach przykrytych warstwą śniegu. Wszystko dokoła jest spowite mgłą, więc liczymy się z tym, że nie nacieszymy się pięknymi widokami ze szczytu. Na ostatnim odcinku podejścia trzeba już sobie pomagać łańcuchami, które tak jak skały pokryte są grubą warstwą ostrego szronu. W momencie, kiedy wchodzimy na szczyt Wielkiego Rozsutca (1609 m n.p.m.), wiatr na krótką chwilę rozwiewa mgłę i naszym oczom ukazuje nieskończone morze chmur. Traktujemy to jako nagrodę za trudną wspinaczkę w zimowych warunkach.

Na szczycie nie zostajemy długo, trochę słodyczy, herbata z termosu i zaczynamy zejście, które okazuje się trudniejsze i bardziej męczące niż podejście. Schodzenie po stromym skalistym zboczu przykrytym śniegiem, w dodatku miejscami po oblodzonych kamieniach wymaga ciągłego skupienia i napięcia mięśni. Do tego czasem trzeba sobie pomagać łańcuchami, a niektóre odcinki pokonywać po drabince. W końcu dochodzimy do górnej granicy lasu i już łagodniejszy zejściem docieramy do Przełęczy Medziholie.

Tutaj czekamy na grupę wracającą z Małego Rozsutca. Po długiej walce z mokrymi gałęziami udaje nam się na chwilę rozpalić małe ognisko. Jednak, kiedy stoimy w miejscu szybko robi się zimno, więc, kiedy tylko wszyscy dochodzą, ruszamy zielonym szlakiem do Štefanowej, gdzie rozpoczęliśmy, a teraz kończymy wędrówkę.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s